Miejski Koszykarski Klub Sportowy Rybnik - tradycja zobowiązuje

Nie dali rady

W rozgrywanym w sobotę meczu trzeciej ligi z zajmującą 4 miejsce w tabeli Sl Salesia Świętochłowice seniorzy MKKSu Rybnik przegrali 63:58. Porażka w kontekście osłabień w składzie (Białdyga, Krakowczyk, Szczepaniak) mogłaby być usprawiedliwiona, jednak słaby styl - w jakim zagrała większość naszych zawodników - już na pewno nie.

Mecz z Salesią Świętochłowice był dla rybniczan szansą na odniesienie drugiego zwycięstwa w sezonie. Choć przyjezdni to zaplecze drugoligowej Alby Chorzów to jednak w składzie gości wystąpiło tylko dwóch i to nie kluczowych, a pojawiających się od czasu do czasu w składzie zawodników tj. Dawid Sega i Cyprian Błaszczyk. Zawody rozpoczynamy od prowadzenia 3:0, a później 7:2. Gramy agresywnie w obronie sprawiając dużo problemów przyjezdnym. Świetnie gra zwłaszcza Edmund Tomko, który zdobywa 10 punktów w pierwszej kwarcie. Dwie trójki dodaje Rafał Królikowski i osiągamy najwyższe jak się później okazało 9 punktowe prowadzenie. W zasadzie już wtedy gra naszej drużyny powinna być jeszcze lepsza jednak szybko objęte prowadzenie spowodowało, iż w obronie pojawiło się mnóstwo błędów. Większość zmian w tym meczu była kompletnie bezwartościowa, podobnie było w końcówce pierwszej kwarty kiedy to wynik poleciał w dół i ostatecznie wygrywamy ją zaledwie 18:15. Niestety w drugiej kwarcie naszym zawodnikom nadal nie włączył się alarm. Po za E. Tomko i T. Tomankiem reszta drużyny przechodzi obok meczu. Nie walczymy, nie harujemy w obronie, a w ataku popełniamy straty bądź nie trafiamy z dobrych pozycji. Wyżej wymieniona sytuacja nie wynikała z postawy przyjezdnych, którzy bardzo często również popełniali błędy, jednak byli waleczni i zdeterminowani. Kolejną trójką popisał się Rafał Królikowski, który jednak podejmował fatalne decyzje w obronie ciągnące się za nim do końca meczu. Brakuje również, a może przede wszystkim punktów spod kosza, a grę naszych wysokich w kontekście całego meczu można, zwłaszcza w ataku określić jako tragiczną. Dwa punkty i to z rzutów wolnych Grzybka i Grockiego i trójka Chroboka to zdecydowanie za mało, aby myśleć o zwycięstwie. Do przerwy przegrywamy 32:29 pozwalając przeciwnikom na odbudowanie się.
W trzeciej odsłonie coś jakby drgnęło. Zaczynamy ponownie od wysokiej obrony, a dodatkowo 8 punktów w tej części dodaje Tomasz Tomanek, którego akcje są ozdobą meczu. Odrabiamy niewielki dystans i stajemy trzykrotnie przed szansą wyjścia na prowadzenie, a nawet zbudowania drobnej przewagi. Przeszkadza nam w tym jednak 6 nietrafionych w trzecich 10 minutach rzutów osobistych. W końcówce jedyną świetną zmianę daje w tym meczu Wojciech Student, który nie dość, że stara się w obronie to jeszcze trafia za trzy doprowadzając do remisu po 48 przed ostatnią kwartą. Po 3 minutach wyrównanej gry i remisu po 53 w naszej grze następuje załamanie. W ataku panuje kompletny bałagan, nasi bojaźliwi zawodnicy nie są w stanie wyjść do piłki, a jeżeli już to zrobią nie widzą lepiej ustawionych kolegów bądź boją się podjąć decyzję związaną z rzutem. W obronie również nie jest zbyt dobrze i głównie po punktach Segi i Błaszczyka przegrywamy fragment 11:0!!! Po takim ciosie nie jesteśmy w stanie się już podnieść, a mobilizacja w końcówce pozwala jedynie zmniejszyć straty. Ostatecznie przegrywamy w bardzo kiepskim stylu 58:64.
W tabeli trzeciej ligi po sześciu meczach zajmujemy 7 miejsce czego przed sezonem raczej nikt nie zakładał. W następnej kolejce rozegramy mecz z liderem rozgrywek z Otmuchowa na jego terenie. Plaga kontuzji w zespole nadal trwa i trudno będzie nadrobić już stracone punkty. Mimo to ważne jest, żeby nawet w takim zestawie personalnym wszyscy walczyli z pełną determinacją, czego dziś niestety zabrakło.

MKKS Rybnik - Sl Salesia Świętochłowice 58:64 (18:15, 11:17, 19:16, 10:16)
Punkty dla MKKS zdobywali: T. Tomanek 15, E. Tomko 15, R. Królikowski 13, B. Sładek 5, W. Student 3, R. Chrobok 3, A. Grocki 2, R. Grzybek 2, R. Koczy 0, A. Mazur

Back to top